Bieszczady zima 2019/20

                   Bieszczady, tajemnicza, magiczna kraina o której tyle razy już słyszałem… O niesamowitej przyrodzie, pięknych widokach na Połoninach, o tym „że to już prawie na końcu świata”. Takie i inne opowieści przez lata do nas docierały, nastał więc moment aby się tam udać i przekonać na własne oczy. Jak to bywa w naszym przypadku w temacie wyjazdu w góry – znowu padło na zimę. Wyjechaliśmy w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia z planem pobytu na dobre 10 dni, witając Nowy Rok w innej rzeczywistości.

Na bazę noclegową wybraliśmy mały pensjonat we wsi Strzebowiska, niedaleko Wetliny. Pierwsze wrażenie po przyjeździe nie było może jakieś nadzwyczajne, ok ładne widoki, las, trochę jakby w Karkonoszach w które ostatnimi laty jeździliśmy najczęściej.  Jednak zauroczenie Bieszczadami rodziło się w nas stopniowo juz od następnego dnia, pierwszego spaceru po okolicy gdy na rozruch, ośnieżonym szlakiem wytyczonym poza zimą dla rowerów dotarliśmy do wsi Smerek wracając czerwonym do Strzebowisk i wyszła nam ładna pętla. Co do śniegu zresztą mieliśmy dużo szczęścia, ponieważ zaczął intensywnie padać zaraz po naszym przyjeździe tak jak byśmy zimę „dostali” na zamówienie. Zrobiło się naprawdę biało i jak się w kolejnych dniach okazało, na szlakach momentami było niełatwo, zapadaliśmy się po pas…

Rezerwat „Sine Wiry” i cerkiew w opuszczonej wsi Łopienka

Mapa, szlak na Sine Wiry:

Szlak z parkingu do cerkwi w Łopience:

Wyprawę na Połoninę Wetlińską ze względu na zapowiadane bardzo silne wiatry zostawiliśmy sobie na poniedziałek, dlatego na pierwszy weekend pobytu zaplanowaliśmy bardziej osłonięte miejsca. W sobotę udaliśmy się do rezerwatu Sine Wiry podjeżdżając kilka kilometrów od naszego pensjonatu samochodem na parking niedaleko wsi Polanki. Stąd czekał nas 40 minutowy marsz , po czym dotarliśmy nad przełom rzeki Wetliny, gdzie woda przepięknie przelewa się między skałami. Wiosną czy latem wrażenia estetyczne są napewno jeszcze piękniejsze i pewnie z przyjemnością byśmy do tej czystej rzeki weszli, odpoczywając w słońcu na skałach… Sam rezerwat obszarem zajmuje ponad 450 hektarów terenu Ciśniańsko – Wetlińskiego Parku Krajobrazowego. W tym dniu to nie koniec  spacerów. Wróciliśmy tym samym szlakiem na parking  w Polankach i po krótkim odpoczynku z planowanym posiłkiem, ruszyliśmy dalej pieszo. Tym razem do opuszczonej XVI wiecznej wsi Łopienka z jedynym ocalałym obiektem, piękną, odrestaurowaną cerkwią. Zajęło nam to około 45 minut w jedną stronę. Ze względu na trudną powojenna historie Bieszczad i związaną z nią masowymi wysiedleniami, wiele wsi takich jak Łopienka przestało po prostu istnieć. Historia Łopienki oraz znajdującej się tam cerkwi warta jest szerokiego, odrębnego opracowania w osobnym wpisie.

Foto:

Szlakiem na Połoninę Wetlińską

Film:

Mapa:

Po dwóch dniach gorszej pogody w końcu nastąpiła poprawa. Słoneczna pogoda, wiatr słaby, warunki w sam raz na wycieczkę na Połoninę Wetlińską. Wybraliśmy teoretycznie łatwiejsze podejście. Samochód zostawiliśmy na parkingu na Przełęczy Wyżnej skąd żółtym szlakiem rozpoczęliśmy podejście. Na górze wyszliśmy w sam raz na słynne schronisko „Chatka Puchatka”, gdzie po krótkim postoju na herbatę obraliśmy kierunek na Przełęcz Orłowicza przemierzając powoli mocno zaśnieżoną Połoninę Wetlińską. Tutaj można stwierdzić, że „zabawa” dopiero się rozpoczęła. Wspominane wcześniej intensywne 2 dni opady śniegu oznaczało dla nas na górze chodzenie szlakiem gdzie momentami zapadaliśmy się dosłownie do pasa. Było momentami ciężko, jednak niesamowite widoki które towarzyszyły nam z każdej strony były tego warte. Na Przełęcz Orłowicza dotarliśmy później niż planowaliśmy dlatego wejście na Smerek który był już tak blisko tym razem sobie podarowaliśmy . Było już po 15 a nie chcieliśmy schodzić z gór po ciemku, rozsądek wziął górę. Zmęczenie także dawało się nam mocniej we znaki, a zejście do Wetliny to niestety nie był koniec spaceru. Mając dobre 15 km w nogach po wysokim śniegu musieliśmy jeszcze wrócić parę kilometrów asfaltem po ciemku po samochód… Na szczęście trafiliśmy na życzliwych ludzi, którzy po przejściu pewnego odcinka zlitowali się nad nami i zabrali „na stopa”. Bardzo dziękujemy 🙂

Foto:

Spacerem na Przełęcz Jasło

Film:

Mapa:

A jak minął nam Sylwester ? Bardzo spokojnie, bez żadnej imprezy, posiedzieliśmy przy kominku. I zaraz po północy spać 🙂 Bo w Nowy Rok kolejna wycieczka, tym razem w najbliższej okolicy na Przełęcz Jasło.

Foto:

Zalew Soliński i okoliczne cerkwie

Kolejny dzień to znowu odpoczynek od dłuższego chodzenia i na tą okoliczność przejechaliśmy się nad Zalew Soliński na zaporę. Wiało niemiłosiernie jednak widoki były ciekawe. Muszę jednak przyznać że ta część Bieszczad mniej już się nam podobała . Bardziej przypominało to kurort typu Międyzdroje, zgiełki, stragany „ze wszystkim i niczym” przy zaporze, a najciekawszy widok stanowili niektórzy turyści spacerujący na mrozie po oblodzonej zaporze w… adidasach 🙂 

Centrum Promocji Leśnictwa w Mucznem i szlak na Bukowe Berdo

Film:

Mapa trasy na Bukowe Berdo:

A jaki zakątek Bieszczad pozostawiliśmy sobie na ostatni dzień ? Wybraliśmy się do Mucznego z zamiarem zwiedzenia m.in. Centrum Promocji Leśnictwa – muzeum przyrodniczego, gdzie miła i kompetentna pani leśnik w niezwykle ciekawy sposób opowiadała o przedstawianej na ekspozycji bieszczadzkiej faunie. A zaraz niedaleko jakieś 2 km od Mucznego znajduje się pokazowa zagroda żubrów, gdzie na dużym obszarze leśnym jest możliwość podziwiania tych dostojnych zwierząt w ich naturalnym środowisku. Żubry można podziwiać ze specjalnych tarasów widokowych. Jest to niesamowita atrakcja dla całej rodziny. Na ten dzień to nie był jeszcze koniec. Postanowiliśmy przejść się także żółtym szlakiem z Mucznego na Bukowe Berdo, przez wielu uważany za jeden z ciekawszych widokowo masywów górskich w Bieszczadach. Pomimo małego zmęczenia mając już trochę kilometrów z poprzednich dni przyznaję że było warto.

Foto:

Muzeum Historyczne w Sanoku

Film:

Przy okazji warto wspomnieć iż dobrym pomysłem na wypełnienie wolnego czasu na wypadek złej pogody w Bieszczadach jest choćby wycieczka do Sanoka. Tak też i my uczyniliśmy wypełniając czas podczas dwudniowego kryzysu pogodowego , od nas była to mniej więcej godzina drogi. Zależało nam głównie na zwiedzeniu Muzeum Historycznego w Sanoku, które to posiada m.in. największą na świecie ekspozycję Zdzisława Beksinskiego. Podobała nam się również wystawa sztuki cerkiewnej a także inne. Po zwiedzaniu jeszcze krótki spacer po rynku w Sanoku, obiad i powrót do domu. Planowaliśmy na ten dzień także wizytę w Lesku, posiadającym ciekawe zabytki m.in Zamek Kmitów czy liczne niezwykle cenne zabytki pochodzenia żydowskiego, jednak  zmieniliśmy plany. Niestety nie ubraliśmy sie w tym dniu zbyt dobrze a mróz dawał się mocno we znaki, dlatego też wróciliśmy szybciej do domu Lesko zostawiając sobie na przyszłość. 

Foto:

Wspomniałem, że Bieszczady początkowo zrobiły na mnie umiarkowane wrażenie. A jak było pod koniec naszego pobytu ? Dla osób szukających przyrody, spokoju, prawdziwego resetu jest to miejsce niesamowite i takież okazało się i dla nas. Bieszczady to miejsce które trzeba poczuć, z każdym dniem pobytu tutaj zacząłem rozumieć dlaczego niektórzy ludzie przeprowadzili się tutaj z zamiarem stałego pobytu z najbardziej odległych zakątków Polski.

Byliśmy tutaj pierwszy raz i tak naprawdę był to tylko rekonesans, podczas którego „posmakowaliśmy” to co można tutaj poczuć, zobaczyć i przeżyć podczas mam nadzieję kolejnych, przyszłych i dłuższych odwiedzin tej magicznej krainy.