Rejs Wrocław-Kostrzyn 2014

Poniżej szczegółowa relacja z odbytego przez nas rejsu. Poniżej tekstu znajdują się zrzuty przebytej drogi wodnej zaznaczone kolorem fioletowym, z przybliżeniem osobno na Wrocławski Węzeł Wodny oraz całą trasę.

Pomysł odbycia rejsu z Wrocławia w kierunku morza chodził mi po głowie już od dobrego roku czasu. Aż w końcu nadszedł czas realizacji tego planu.
Nasze drogi wodne zbiegły się nawet z flisakami, którzy zmierzali na tegoroczne Dni Odry. Braliśmy także udział w akcji poszukiwawczej w okolicach Cigacic.

Naszą łódź zwodowaliśmy w porcie Uraz kilkanaście kilometrów od Wrocławia. W porcie jest slip, kilkanaście miejsc cumowniczych (25 zł/doba dla łodzi dł. 5m), prąd i woda na kei, wypożyczalnia sprzętu wodnego (są nawet narty wodne), 3 dobrze wyposażone nowe domki z grillem (koszt wynajęcia 250 zł/doba), a także tawerna z domowymi obiadami. Na miejscu korzystaliśmy też z pomocy mechanika, który ma warsztat w porcie i pomógł nam przy awarii pompy zęzowej. Przyjemne miejsce do spędzenia wolnego czasu i poznania ciekawych wodniaków. Z tamtąd planowaliśmy wyruszyć na zwiedzania Wrocławia, choć nie jest to obecnie najlepszy moment, gdyż z powodu remontów zamknięte są prawie wszystkie szlaki wodne w mieście. Musieliśmy płynąć północnym szlakiem, kanałem Żeglugowym, przez 5 śluz po drodze. W drodze powrotnej do Urazu na trzeciej śluzie Zacisze okazało się, że śluza Różanka ma awarię i nie wydostaniemy się z Wrocławia. Na szczęście w centrum miasta jest bardzo przyjemna marina Topacz i tam mogliśmy zacumować na noc (przystań monitorowana, 40 zł/doba). Następnego dnia nurkowie usunęli awarię i mogliśmy przedostać się do portu Uraz, skąd mieliśmy ruszać na Szczecin. Warto wspomnieć, że dzięki sprawnej komunikacji radiowej na kanale 74 śluzowanie było płynne i bezproblemowe.

Następnego dnia rano wyruszyliśmy w kierunku śluzy w Brzegu Dolnym (różnica poziomu wody to aż 7 m). Przed planowanym śluzowaniem warto przynajmniej dzień wcześniej wykonać telefon i zapytać o stan wody (polecam też sprawdzać komunikaty RZGW) i możliwość przejścia, gdyż często zdarza się, że poziom wody na odcinku od Brzegu Dolnego jest niski lub bardzo niski. Trzeba się uzbroić w cierpliwość, bo śluzowanie trwa dobre 20 min (czeka nas spacer do operatora, aby uiścić należność za śluzowanie). Przyznam, że 3/4 szlaku do Szczecina to nielada wyzwanie nawigacyjne, bo począwszy od portu Uraz w wodzie pływało pełno dużych konarów i gałęzi, dlatego trzeba być skoncentrowanym i lepiej nie rozwijać większych prędkości.

Pierwszym z ciekawszych punktów wycieczki były Malczyce, miejscowość w której przed wojną działał port przeładunkowy i aż cztery stocznie. Jeszcze w czasie wojny w porcie przeładowywano tu milion ton ładunku rocznie, a w latach 50. ubiegłego wieku 100 tys. ton. Do dziś zachowała się jedynie Remontowa Stocznia Rzeczna, zwana obecnie Malbo. Widać ją z wody, więc oczywiście podpłynęliśmy bliżej, by się przyjrzeć. Malbo opuszcza średnio jeden statek na miesiąc (wielkie barki transportowe), które płyną prosto do Niemiec i Beneluksu. Piękną atrakcją nad samą Odrą jest na pewno widok pocysterskiego kompleksu w Lubiążu, który wynurza się z zza drzew by wraz z odległością ukazać swoje całe piękno w barokowym stylu. Jeden z najcenniejszych i najpiękniejszych kompleksów tego typu w Europie. Na dłuższy postój tego dnia wybraliśmy port w Ścinawie, a zachęcił nas do tego nowy pomost cumowniczy, ławeczki wzdłuż rzeki i widok flisaków, szykujących tratwy na spływ. Kilkaset metrów dalej jest „Tawerna przy moście”, gdzie można zjeść rybkę i napić się dobrej kawy. Tam też spotkaliśmy kilku flisaków, którzy swoimi opowieściami mogliby zatrzymać nas na kilka dni. Niestety flis ruszał dopiero za trzy dni, a my nie mogliśmy czekać, ale byli i tacy którzy przypływali swoimi łódkami ze wszech stron, by spłynąć w towarzystwie tratw. Dowiedzieliśmy się od miejscowych, że port będzie się rozbudowywał w najbliższym czasie o miejsca noclegowe i prysznice, ale póki co, to przyjemne miejsce na odpoczynek i obiad. Po drodze do naszej docelowej mariny, gdzie planowalismy nocleg, zatrzymaliśmy się jeszcze w Porcie Rzecznym w Głogowie. Tam czeka na wodniaków raptem kilka miejsc do cumowania, nie widzieliśmy też prądu i wody na kei. Obejrzeliśmy nabrzeże przeładunkowe i kilka stojących tam żurawi gąsienicowo-obrotowych i pospiesznie ruszyliśmy do Nowej Soli na nocleg w nowej marinie. Po drodze minęliśmy jeszcze wartą odnotowania przystań turystyczną w Bytomiu Odrzańskim. Tam spotkaliśmy znajomą grupę kajakarzy, którzy ruszyli kilka dni wcześniej na spływ z Urazu do Szczecina. Przystań oferuje kilka miejsc cumowniczych przy pomoście pływającym, pirs dla statków pasażerkich, jest też slip, 20m od pomostu jest punkt poboru prądu i wody, stacja benzynowa i sklepy 500 m, miejsca noclegowe SN „Nadodrze”.
Ale my zmierzaliśmy dalej. Do Nowej Soli dopłynęliśmy późnym wieczorem, a na pomoście powitał nas miły pan, który przycumował naszego riba, a drugi już czekał by wskazać nam drogę do pokoju. Zaczęło się nieźle…a potem było już tylko lepiej. Niedaleko od pomostów jest kilka 3-4 osobowych pokoi (30 zł/osoba za dobę), prysznice i WC, w budynku jest wspólna kuchnia, lodówka, a nawet pralka. Cumowanie kosztowało nas 8 zł za dobę, na kei jest prąd i woda. W marinie jest slip, 40 miejsc cumowniczych, na życzenie można dokonać też drobnych napraw łodzi. Wszystko czego potrzeba widniakom!!! Jest nawet zejście dla osób niepełnosprawnych. Na terenie nowosolskiej mariny można rozpalić ognisko lub grilla, idąc spacerem 5 min dojdziemy do centrum miasta, gdzie możemy zrobić zakupy, niedalego jest też stacja benzynowa i bankomat. Czego chcieć więcej? Po prostu perfekcyjnie zrealizowana koncepcja „Odry dla turystów”.

Nawet tak przyjemne miejsce trzeba kiedyś opuścić, musieliśmy przecież płynąć dalej. Wyruszyliśmy o wschodzie słońca, a odpływając z mariny pożegnał nas widok dwóch wędkarzy w towarzystwie dumnie przechadzającego się bociana. Wywołaliśmy na radiu marinę w Cigacicach, żeby zapowiedzieć, że przypłyniemy na postój. Odezwał się pan z RZGW, który poprosił nas o pomoc w szukaniu kajaków i żaglówki, które silny prąd porwał harcerzom cumującym gdzieś na dziko. Rozglądaliśmy się więc uważnie i po kilku minutach zauważylismy na małej plaży grupkę krzątających się harcerzy, którym nie w głowie był już biwak. Krótko po tym minęła nas łódź z Wrocławia, która holowała już zagubiony sprzęt. Tak dopłynęliśmy do portu w Cigacicach (wejście do portu znajduje się tuż za kilkusetmetrowym wałem, znany już pan z RZGW pokierował nas na radiu). W porcie przywitała nas unijna tablica z informacją o portowej inwestycji, więc zapowiadało się nieźle. Do dyspozycji dla wodniaków jest kilkanaście miejsc cumowniczych, prąd i woda na kei, slip, toalety i prysznic. Jak dowiedzieliśmy się od pracownika mariny (bosmana chwilowo nie było) cumowanie łodzi jest bezpłatne. Obiekt jest monitorowany, osłoniety wałem. Można wyjść na drugą stronę wału i na ławeczce w cieniu obejrzeć krajobraz nadorzański. Po odpoczynku ruszyliśmy dalej. Po ponad godzinie płynięcia musieliśmy uzupełnić zapasy wody, więc postanowiliśmy się zatrzymać przy nabrzeżu w Krośnie Odrzańskim. Nabrzeże zostało zrobione z myślą o żegludze pasażerskiej, więc było trochę wysoko i musieliśmy się wspinać do wyjścia. Trzeba ostrożnie wpływać, bo wejście jest wąskie no i stan wody ok 1m. Kilkaset metrów dalej są liczne budki z szybkim jedzeniem i sklepy spożywcze. Krosno Odrzańskie jest dobrym miejscem na przerwę i uzupełnienie zapasów. Jest też opcja noclegu w hotelu „Odra”. Po tej przydługiej przerwie przyspieszyliśmy nieco tempa płynąc w kierunku granicy z Niemcami na Odrze i Nysie Łużyckiej. Od razu poznaliśmy niemieckie porządki na wodzie. Od ujścia Nysy pojawia się tor wodny z bojkami, a nie jak do tej pory jedynie znaki nabrzeżne. Nawigacyjnie o wiele lepsze warunki do pływania, ale Odra straciła już ten nieokiełznany charakter, który towarzyszył nam od początku wyprawy.Widząc parasole przy samej Odrze i miejsca cumownicze (do 24 h cumowanie za darmo), zatrzymaliśmy się na orzeźwiający deser lodowy w Eisenhüttenstadt. Pokrzepieni ryszyliśmy dalej, by niedługo potem zobaczyć po lewej stronie rzeki Frankfurt nad Odrą, a na prawobrzeżu Słubice. Mieliśmy duży problem, by dostrzec infrastrukturę dla wodniaków po polskiej stronie, za to nie brakowało jej po stronie sąsiadów (kilka pomostów cumowniczych, mała knajpa na wodzie, Winterhafen z pływającymi pomostami na kilkanaście łodzi).

Innym wartym odnotowanie punktem na naszej trasie do Szczecina była niewątpliwie przystań Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Kostrzynie nad Odrą (sama przystań jest nad Wartą, ok 2 km od rzeki Odry). Na terenie obiektu istnieje możliwość podłączenia się do prądu i pobrania wody. Dowiedzieliśmy się, że bywalcy z namiotami też mogą się tu rozłożyć. Na terenie przystani działa też klub żeglarski „Delfin”. W Kostrzynie jest też miejskie nabrzeże przy moście, gdzie można zrobić postój i wyskoczyć na piechotę po benzynę (w odległości 5 min drogi). Zmęczeni podróżą dotarliśmy w końcu do celu. Podróż zakończyliśmy tuż przed Kostrzynem, w miejscowości Górzyca, gdzie miał być rzekomo dobry slip. W praktyce okazał się tragiczny i z wielkim trudem byliśmy w stanie wydostać naszą jednostkę z Odry. Ci którzy go polecają na różnych serwisach motorowodnych raczej nigdy tam nie byli. Można sobie co najwyżej łupinę wędkarską tam slipować:)

Podsumowując wycieczka była bardzo udana. W przyszłości chcielibyśmy przepłynąć Odrą od Wrocławia w górę rzeki.

Trasa, odcinek Wrocław-Bytom Odrzański:

1

Dalsza trasa, odcinek mniej więcej do Frankfurtu nad Odrą:

2

Ostatni odcinek do Górzycy pod Kostrzynem nad Odrą (znalazł się tutaj też odcinek z poprzedniego odcinka trasy):

3

Galeria zdjęć: